środa, 15 lipca 2015

lipowe Magdalenki


I nagle wspomnienie zjawiło mi się. Ten smak, to była magdalenka cioci Leonii. W niedzielę rano w Combray (ponieważ tego dnia nie wychodziłem przed godziną mszy), kiedy szedłem do pokoju cioci Leonii powiedzieć jej dzień dobry, dawała mi kawałek ciasta, zmoczywszy je w herbacie lub w naparze kwiatu lipowego. Widok magdalenki nie przypomniał mi nic, nim ją skosztowałem; może dlatego, że widywałem je od tego czasu często - mimo że ich nie jadłem - na ladzie cukierni; obraz ich opuścił owe dni Combray, aby się skojarzyć z innymi świeższymi; może dlatego, że z owych wspomnień, tak długo zostawionych poza pamięcią, nic nie przetrwało, wszystko rozpyliło się; kształty - także ten kształt małej muszelki z ciasta, tak pulchnej i zmysłowej pod swoim surowym i nabożnym rurkowaniem - znikły lub też uśpione, straciły energię, która by im pozwoliła połączyć się ze świadomością. Ale kiedy po śmierci osób, po zniszczeniu rzeczy, z dawnej przeszłości nic nie istnieje, wówczas jedynie zapach i smak, wątlejsze, ale żywsze, bardziej niematerialne, trwalsze, wierniejsze, długo jeszcze, jak dusze, przypominają sobie, czekają, spodziewają się - na ruinie wszystkiego - i dźwigają niestrudzenie na swojej znikomej kropelce olbrzymią budowlę wspomnienia.
I z chwilą gdy poznałem smak zmoczonej w kwiecie lipowym magdalenki, którą mi dawała ciotka (mimo że jeszcze nie wiedziałem i aż znacznie później miałem odkryć, czemu to wspomnienie czyniło mnie tak szczęśliwym), natychmiast stary, szary dom od ulicy, gdzie był jej pokój, przystawił się niby dekoracja teatralna do wychodzącej na ogród oficynki, którą zbudowano dla rodziców od tyłu (owa ścięta ściana, jedyna którą wprzód widziałem) i wraz z domem miasto, od rana do wieczora i w każdym czasie, rynek, na który wysyłano mnie przed śniadaniem, ulice, gdzie załatwiałem sprawunki, drogi, którymi się chodziło, kiedy było ładnie. I jak w owej zabawie, w której Japończycy zanurzają w porcelanowym naczyniu pełnym wody kawałeczki papieru z pozoru byle jakie, które, ledwo się zanurzywszy, wydłużają się, skręcają, barwią, różniczkują się, zmieniając się w kwiat, w domy, w wyraźne osoby, tak samo teraz, wszystkie kwiaty z naszego ogrodu i z parku pana Swanna, i lilie wodne z Vivonne, i prości ludzie ze wsi, i ich domki, i kościół, i całe Combray, i jego okolice, wszystko to, przybrawszy kształt i trwałość, wyszło - miasto i ogrody - z mojej filiżanki herbaty.
Marcel Proust
W stronę Swanna


Ciasteczkom miękkim i pysznym o uroczym muszelkowym kształcie i delikatnym kwiatowym aromacie, obowiązkowo zamoczonych w filiżance herbaty, cudowne znaczenie nadał Marcel Proust w swoich „Poszukiwaniach straconego czasu”. Moje lipowe Magdalenki to mała chwila zapomnienia, najlepiej smakują jedzone jeszcze na ciepło, koniecznie w towarzystwie herbaty lub dla jeszcze mocniejszego wzmocnienia smaku polane domowym syropem z lipy. 


2 jajka
60 g cukru
2 łyżki miodu
75 g masła
2 łyżki syropu z lipy
100 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
cukier puder



W misce ubić jajka z cukrem oraz solą na jednolitą, puszysta masę, dodać miód, syrop z lipy i całość ubijaj jeszcze przez chwilę. Do masy dodać stopione, ostudzone masło i chwilę ubijać. Na końcu do masy delikatnie wmieszać przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia. Ciasto wlać do natłuszczonych foremek i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 200° C, na około 12 minut, aż ciastka wyrosną i staną się złociste na krawędziach i wypieczone. Ciasteczka przed podaniem oprószyć cukrem pudrem.

8 komentarzy:

  1. Kamilka, ach magdalenki i to lipowe , jesteś jak wróżka , Alcia patrzy i patrzy i marzy o takich samych, tylko ,skąd lipę brać tzn lipy pod dostatkiem tylko w centrum mojej metropolii, a widu na mały wyjazd gdzie łąki i drzewa bez spalin w najbliższym czasie szanse marne

    OdpowiedzUsuń
  2. ale smakowite te magdaleki, porywam do kawki ze dwie :):)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli choć w części pachną tak pięknie jak lipa, to jestem kupiona.

    OdpowiedzUsuń
  4. No i jak po takim wstępie ich nie skosztować?!
    Wsiadam w pociąg i przyjeżdżam na magdalenki.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak tylko kupię foremki to zrobię, tylko najpierw muszę zrobić ten syrop;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie lipowe musiały smakować niezwykle :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie robiłam. Muszę w końcu spróbować!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, za wizytę na moim blogu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Snow-Falling-Effect